niedziela, 21 czerwca 2015

Nagroda Chwały Mórz dla Kontradmirała dr inż. Czesława Dyrcza









Nagroda Chwały Mórz dla Kontradmirała dr inż. Czesława Dyrcza

Urodził się 22 stycznia 1955 r. w Przemyślu. W 1973 roku, po ukończeniu Liceum Ogólnokształcącego w Gryfinie, rozpoczął studia w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej w Gdyni na Wydziale Dowódczym. Po ukończeniu studiów w 1977 r. rozpoczął służbę na okrętach podwodnych - dwukrotnie zdobywając miano "Najlepszego Nawigatora Marynarki Wojennej". Z chwilą rozpoczęcia w Stoczni Gdańskiej budowy szkolnego żaglowca ORP "Iskra" (1981 r.) został wyznaczony na stanowisko zastępcy dowódcy okrętu, a następnie od 1984 roku przez trzynaście lat był jego dowódcą. Okręt, którego był dowódcą zdobył wiele cennych wyróżnień i nagród, których przykładami mogą być chociażby: Cutty Sark Trophy w 1989 r. - najcenniejsza prestiżowo nagroda regat, Medal Pokoju przyznany przez Sekretarza Generalnego ONZ w 1990 r., nagrody honorowe Rejs Roku oraz pięciokrotne miano Najlepszego Okrętu Marynarki Wojennej w grupie okrętów specjalnych. W 1987 r. ukończył studia magisterskie na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, uzyskując dyplom magistra geografii.
Dwukrotnie opłynął świat i Przylądek Horn pod żaglami. Pierwszy raz w latach 1987- 88 - jako II oficer na pokładzie „Daru Młodzieży", a za drugim razem w latach 1995-96 dowodząc żaglowcem ORP „Iskra". W dniu zakończenia rejsu otrzymał z rąk admirała Romualda A. Wagi akt mianowania na stopień pełnego komandora. W roku powrotu z rejsu dookoła świata został laureatem dorocznej nagrody magazynu „Żołnierz Polski" otrzymując „BUZDYGAN - 96" za dowódczy profesjonalizm, odwagę odkrywcy i postawę oficera - dżentelmena w czasie 38 000 mil żeglugi dookoła świata. Służbę w składzie załóg okrętów Marynarki Wojennej RP pełnił przez okres 20 lat. 


W 1997 r. ukończył w Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni podyplomowe studia operacyjno-taktyczne o kierunku dowódczo-sztabowym, a następnie rozpoczął służbę w Dowództwie Marynarki Wojennej na stanowisku głównego oficera flagowego nawigatora. Podczas Międzynarodowego Roku Oceanu'1998 wyróżniony został przez Ligę Morską Pierścieniem Hallera". W dniu 1 września 2000 r. objął stanowisko zastępcy dowódcy
3. Flotylli Okrętów - szefa Szkolenia. Uczestniczył i kierował przygotowaniami oraz zabezpieczeniem ćwiczeń międzynarodowych między innymi: „BALTOPS", „BALTIC PORPOISE", „KEFTACEX" i „BALTIC SWIFT". W 2001 roku dowodził strzelaniem rakietowym w ramach ćwiczenia sił Marynarki Wojennej RP „REKIN 2001". W latach 1999 - 2002 był przedstawicielem dowódcy Marynarki Wojennej RP podczas ćwiczeń zwalczania okrętów podwodnych „KEFTACEX” na Islandii. W latach 2002-2004 kierował Biurem Hydrograficznym Marynarki Wojennej RP, którego będąc szefem przyczynił się do rozwoju polskiej hydrografii i kartografii morskiej. Lata 2004-2005 to okres studiów w Akademii Obrony Narodowej w Warszawie i podyplomowe studia Polityki Obronnej.
Dzień 15 sierpnia 2005 r. to przełomowa data w służbie Czesława Dyrcza, gdyż został mianowany przez Prezydenta RP na stopień kontradmirała. Od 16 sierpnia 2005 r. do 28 grudnia 2006 r. dowodził 9. Flotylli Obrony Wybrzeża im. Kontradmirała Włodzimierza Steyera w Helu. 


Związek ze wyższym szkolnictwem wojskowym na dobre rozpoczął się w dniu
4 kwietnia 2007 roku, kiedy to uzyskał stopień naukowy doktora nauk technicznych
w specjalności nawigacja morska nadany przez Radę Wydziału Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego Akademii Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte. Obowiązki rektora- komendanta Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni objął w dniu 26 kwietnia 2007 roku, które sprawował do 22 stycznia 2015 roku, osiągając graniczny okres służby w mundurze oficera marynarki wojennej. Od 23 stycznia jest profesorem wizytującym AMW i wykłada nawigację, meteorologię i oceanografię, to co robił do tej pory jako rektor, jednakże mając znacznie więcej czasu dla studentów, głównie podchorążych.

Wymieniając najwyższe otrzymane godności przedstawiamy je w kolejności przyznania. Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 12 sierpnia 2010 roku za wybitne zasługi dla umacniania suwerenności i obronności kraju, za osiągnięcia w pracy naukowo-dydaktycznej i działalności organizacyjnej odznaczony został Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Za przyczynienie się do osiągnięć i rozwoju polskiej gospodarki morskiej w dniu 8 maja 2012 roku minister transportu, budownictwa i gospodarski morskiej odznaczył Czesława Dyrcza odznaką honorową „Zasłużony Pracownik Morza”. Senat Akademii Marynarki Wojennej w Warnie (Bułgaria) w styczniu 2014 roku nadał Mu tytuł „Honorowego Profesora” za wkład w kształcenie morskie oraz w tymże roku otrzymał nagrodę Conrady – Indywidualności morskie.
W latach 2007-2014 pełnił funkcję Grotmaszta Bractwa Kaphornowców, a aktualnie jest członkiem zarządu Polskiego Towarzystwa Nautologicznego, honorowym kapitanem żeglugi wielkiej, członkiem honorowym Ligii Morskiej i Rzecznej, członkiem honorowym- założycielem Sail Training Association of Poland oraz honorowym członkiem Bractwa Kaphornowców. Kieruje kapitułami nagrody żeglarskiej „Rejs Roku” (od 2010 r.) i kapitułą odznaczeń Ligi Morskiej i Rzecznej (od 2011 r.), a w latach 2012-2014 przewodniczył kapitule nagrody im. kpt. Leszka Wiktorowicza.
Czesław Dyrcz, jest wielkim przyjacielem ludzi morza, sympatykiem Bractwa i jego idei, animatorem największych przedsięwzięć żeglarskich. Jest godnym gospodarzem Żeglarskiej Stolicy Polski - Gdyni.
Nagroda Chwały Mórz niech będzie wyrazem podziękowania za wybitne dokonania dla Wielkiego Człowieka Morza jakim jest Pan Admirał Czesław Dyrcz.

Laudacja - pełny dokument PDF

niedziela, 11 maja 2014

Wróciłem z Karaibów.


Brałem udział w regatach Atlantic Rally for Cruisers wraz z moją żoną Basią.
Wygraliśmy te regaty w kategorii załóg 2 osobowych. (startowało 18 załóg dwuosobowych), oraz zajęliśmy 3 miejsce w klasie E. Startowaliśmy na jachcie Delphia 47 i był to pierwszy udział Delphi w tych regatach. Poniżej krótka relacja (wysyłałem ją w kawałkach na oceanie) dla magazynu Wiatr.






1. Pomysł i przygotowania

Pomysł przyszedł nam do głowy ponad rok temu. Chcieliśmy przepłynąć Atlantyk drogą pasatową na Karaiby i zostać tam na Święta i Nowy Rok. Chcieliśmy to zrobić tylko we dwójkę.
Co roku startuje w regatch ARC kilka załóg dwuosobowych. W tym roku jest ich osiemnaście.
Poznaliśmy załógi podczas specjalnego seminarium poświęconego żegludze dwuosobowej, oraz uroczystej kolacji,
na której była okazja do ciekawych rozmów i wymiany doświadczeń.
23 listopada 2013 w hotelu Santa Catalina w Las Palmas odbyła się odprawa kapitanów przed startem do regat ARC 2013. W tym roku w regatach bierze udział ponad 240 jachtów i 1300 żeglarzy. Kiedy dyrektor regat Andrew Bishop żegnał się z uczestnikami odprawy i życzył pomyślnych wiatrów, trudno było nie zauważyć na sali podniosłej atmosfery czy może nawet wzruszenia. Każdy startuje w tych regatach z innego powodu. Są tacy, którzy robią sobie „przerwę w życiu” i ruszają na morze na kilka lat, są tacy którzy mają silny imperatyw sprawdzenia się, są tacy wreszcie którzy chcą przeżyć ciekawą przygodę żeglarską lub po prostu są ciekawi świata.
Na dziesieć dni przed rozpoczęciem regat organizatorzy przygotowali cykl seminariów poświęconych ważnym zagadnieniom związanym z taktyką czy bezpieczeństwem żeglugi.
Przykładowe seminaria to: routing i pogoda na obszarze północnego atlantyku, naprawy takielunku, praktyczne zagadnienia związane z pływaniem kursami pełnymi, zaopatrzenie, ratownictwo i łączność w wypadku niebezpieczeństwa oraz wiele innych. Wieczorami o 1830 żeglarze zbierają się w jednym miejscu w marinie Muelle Deportivo, gdzie popijając wino i piwo mają czas na wzajemne poznawanie się, wymianę doświadczeń. Imprezy te nazywają się Sundowner i są wyśmienitą wisienką na torcie pracowitego dnia.
Załogi bardzo poważnie podchodzą do przygotowań, nikt niczego nie lekceważy. Sprawdzanie każdego elementu takielunku, pomp, źródeł energii, wreszcie zaopatrzenie jachtu na 3-4 tygodniowy przelot przez ocean to też wyzwanie. Las Palmas jako miasto jest doskonale do tego przygotowane. Wiele sklepów organizuje bezpłatny dowóz na jacht 
zakupionej żywności, a uczesticy regat mogą liczyć na dodtkowe rabaty przy zakupach.
Wieczorem przed rozpoczęciem regat odbył się uroczysty koktajl w Real Club Nautico, przygotowany dla wszystkich uczestników regat. Wieczór zakończył efektowny pokaz sztucznych ogni.

2. Start

24 listopada 2013 godzina 1300 odbyl się start do regat ARC na redzie portu Las Palmas.
Jachty żegnane przez wielu widzów na falochronach i główkach portu. Wiele osób żegnało nas machając rękami, pewnie za sprawą wielkiej polskiej flagi, którą zawiesiliśmy na tę okazję na achtersztagu.
Najpierw startują katamarany, następnie jachty płynące w dywizji racing, a na końcu jachty płynące w dywizji cruising czyli również nasz 4 Oceans’ Dream. Jesteśmy przydzieleni do klasy E w której jest sklasyfikowanych 20 jachtów. I będzie to nasza bezpośrednia konkurencja podczas wyścigu. 
Sam start odbył się sprawnie, przy deszczu i wietrze NE 27 knt. Potem szybka ładna żegluga.
Wieczór niestety zatrzymał większość floty regat brakiem wiatru. I to był moment zwrotny.
Rano widać było jeszcze kilka jachtów w naszym otoczeniu, ale każdy już popłynął innym kursem.





3. Pierwsze 400 mil. 

Sytuacja baryczna jest dość skomplikowana, różne prognozy niestety nie są spójne. Jesteśmy w tej chwili w obszarze działania rozległego niżu, który za chwilę podzieli się na dwa mniejsze. My wybraliśmy taktykę drogi południowej. Droga ortodromicza jest kusząca, ale w okolicy 30 tego dokładnie na środku tej drogi rozbuduje się głęboki i rozległy niż
z prawdopodobieństwem jazdy podwiatrowej do 35 knt. Tak więc wybraliśmy wariant wolniejszy ale
spokojniejszy licząc na spotkanie na swojej drodze pasatu w najbliszy poniedziałek. Zobaczymy.
Jak na tę chwilę zajmujemy 8 pozycję w klasie E. Nasza pozycja to 24°16N 019°28W. Prędkość 6 knt.





4. Za nami 1000 mil, przed nami 2000.

Za nami ponad 1000 mil żeglugi i siódma doba rejsu. Za nami też bardzo rozległy ośrodek niżowy oraz front burzowy z wiatrami do 37 węzłów z kierunków S-SW. Pozwolił nam on nieco poprawić słabe, jak dotąd przeloty dobowe. Teoretycznie powinniśmy znajdować się już w strefie pasatów NE, tymczasem wspomniany wyżej niż kompletnie zakłócił ich stały charakter. Sytuacja pogodowa dla nas była też o tyle skomplikowana, że w nie wielkim stopniu zgadzała się z odbieranymi przez nas prognozami. Jednak naprawdę frustrujące były chwile ciszy, na które też niestety natrafiliśmy.
Tyle na temat tego co za nami. Dziś mamy piękny słoneczny dzień z wiatrem N-NE 10 knt. Żeglujemy z prędkością 7 knt. wprost na St. Lucia. Prognozy i nastroje bardzo optymistyczne.
W naszej klasie E aktualnie zajmujemy 4 pozycję.


5.

Pokonanie drugiego tysiąca mil okazało się niełatwym zadaniem. Po przejściu niży oraz
frontów burzowych na Centralnym Atlantyku zagościł bardzo rozległy wyż z centrum na wschód od Bermudów. Wyż nie dość, że rozległy to niestety również bardzo słaby, za sprawą rozwijających się raz za razem aktywnych niży na Północnym Atlantyku w okolicy Nowej Funlandii. Tak to niestety się dzieje, że im większa zawierucha na Północnym Atlantyku, tym większy spokój na Centralnym. Tym razem wspomniany wyż praktycznie „wyłączył” pasat wzdłuż 15 równoleżnika na obszarze od południka 47 W aż do Wysp Zielonego Przylądka.
Utkneliśmy w tej pogodzie na dobre i praktycznie staliśmy w miejscu. Te warunki preferowały jachty ze sporymi zapasami paliwa. (w dywizji cruising wolno używać silników)
Nasze zapasy były przeznaczone na produkcję energii elektrycznej na jachcie oraz na  sytuacje wyjątkowe. Ta z pewnością do takich nie należała, więc zmagaliśmy się ze słabym wiatrem przez cztery dni, aby w końcu szczęśliwie dotrzeć do strefy pasatów, który udało nam się „złapać” już na 45 W. Wskutek ciszy straciliśmy niestety swoje miejsce w klasie i aktualnie znajdujemy się na 6 pozycji. Pasat jest całkiem silny 22-27 wezłów, kierunki od NE-E. Teraz żeglujemy bardzo szybko. Ostatnia doba to 201 mil. Do mety pozostało 500 mil.




6. Na mecie.
Ostatnie 500 mil żeglugi było bardzo emecjonujące. Silny pasat NE-E „rozkręcał” się czasem do regularnych 30 węzłów. Umożliwiało to szybkie zbliżanie się do mety i to dokładnie we właściwym kierunku. O odpowiednią wysokość zadbaliśmy wcześniej.
Nasza Delphia sprawowała się w tych warunkach rewelacyjnie. 
Czasami przyspieszenia były niewiarygotne. Największa zanotowana przez nas prędkość to 15,7 węzła.
Zaczeliśmy też odrabiać straty i na mecie pojawiliśmy się jako 3 jacht w naszej klasie
o godzinie 0145 (UTC-4) 15 grudnia. Saint Lucia jest piękna, a marina Rodney Bay świetnie przygotowana na przyjęcie wielu jachtów startujących w ARC. 
Zostajemy w niej do zakończenia regat 21 grudnia. Potem wypływamy w kierunku Grenady
i dalej i dalej i …….


Tomek Borda #113


wtorek, 9 października 2012

W piątek, 05/10/2012 zebraliśmy się w „ZEJMANIE” aby uczcić pamięć Kapitana Andrzeja Straburzyńskiego, który odszedł od nas 17-go września 2009 roku w wieku zaledwie 61 lat. Zmarł w Trzebieży i spoczął na miejscowy cmentarzu. Tego samego dnia jego statek „CONCORDIA” będący na Atlantyku stanął w dryfie na żałobnym apelu, a załoga oddała hołd swojemu Kapitanowi. Opuszczona do pół masztu bandera, salut syreną okrętową i ostatnie dla Niego cztery szklanki dzwonem okrętowym zakończyły żałobny morski ceremoniał. „CONCORDIĄ” w służbie Kanadyjskiej Szkoły pod Żaglami dowodził Andrzej Straburzyński przez lat 17, przepłynął na niej ponad 400.000 Mm. Nie słyszałem, aby w ciągu tych wielu lat Jego dowodzenia miała na statku miejsce jakakolwiek awaria, a woził On swoje załogi po najciekawszych i nie łatwych żeglugowo miejscach na ziemi. Terry Davies, dyrektor tej szkoły nie jeden raz chwalił w mojej obecności swojego Kapitana. Bo był też on Kapitanem wybitnym, troskliwym dowódcą dbającym o statek i jego załogę, świetnym organizatorem i ulubieńcem żeglującej z nim młodzieży. Na posiedzeniu Gdańskiej Mesy Bractwa Kaprów Polskich padł ciekawy projekt wspólnego napisania wspomnień o Kapitanie Andrzeju Straburzyńskim. Redakcją tej książki – albumu podjęła się Dorota Kobierowska-Dębiec (tel. kom. 694 432 088). Prośba: - aby każdy, kto w swoim życiu spotkał się z Kapitanem Andrzejem Strabużyńskim, przesłał Dorocie swoje wspomnienie. Z podobną propozycją skierujemy się do Kanadyjczyków z którymi tak długo żeglował. Nie ma już wśród nas Andrzeja, nie ma też „Concordii”, która w 5 miesięcy po jego odejściu zatonęła w silnym szkwale 300 Mm na wschód od Brazylii. Pomimo że w chwili uderzenia wiatru część 64 osobowej załogi była pod pokładem nikt z załogi nie zginął ! Andrzej Drapella

wtorek, 3 stycznia 2012

Regaty Sylwestrowe

W sobotę 31 grudnia rano dostałem sms od mojego starego przyjaciela z regat prezesa Warszawskiego Towarzystwa Regatowego Jacka Paluszkiewicza.
Oto on:
Zapraszamy na wspólne pożegnanie 2011 roku. Spotykamy się 31 grudnia 2011 roku o godzinie 11 na plaży miejskiej w Serocku. W programie rozegranie pięciu wyścigów w klasie Tango. Wśród gości zaproszonych Burmistrz Serocka Sylwester Sokolnicki...
Wyskoczyłem z kapci i przegryzając w biegu parówką dałem całą naprzód w kierunku Serocka. W pospiechu zapomniałem aparatu, ale fotograf był przy tym!
Popatrzcie Bracia jak kończą rok ścigani z WTR-u
A w nowy rok dostałem od Jacka maila którego wam także przekazuję…



Regaty Sylwestrowe.
Grupa zapaleńców postanowiła wykorzystać fakt, że Zalew jest wolny od lodu. Wojtek Chodkowski z s/y „Misja” gotów był do zwodowania w każdej chwili. Gorzej było ze znalezieniem drugiego Tanga. Większość jachtów była przystawiona innym sprzętem, częściowo rozbrojona na zimę lub wręcz zdekompletowana. W końcu dzięki Jarkowi Wąsowskiemu, który sam nie mógł uczestniczyć ale zgodził się użyczyć jachtu, impreza mogła się odbyć.Na starcie stanęły więc 2 Tanga: Misja oraz Ognisty Podmuch z ekipą Piotra Groszyka.
Na molo plaży miejskiej w Serocku znalazła się spora grupa entuzjastów, którzy przyjechali aby przyglądać się jak wariaci będą ścigać się ostatniego grudnia. Atmosfera była świąteczno-noworoczna acz gorąca. Znakami startu-mety i trasy były choinki na zakotwiczonych podestach. Na bojce startowej przy choince miał być jeszcze Święty Mikołaj (ponad metrowa lalka) ale po przypadkowej kąpieli tak namókł, że przebalastowywał i przewracał choinkę, więc za karę wrócił na brzeg.
Pojedynek miał odbyć się do trzech zwycięstw. 2 pierwsze wyścigi wygrała Misja ale Ognisty Podmuch wygrał następne dwa. Na jachtach zmieniali się sternicy, po każdym wyścigu jachty dobijały do pomostu, część załogi schodziła na ląd a załogę uzupełniali chętni z pomostu (aż do wyczerpania zapasów). Każdy kto chciał mógł przepłynąć się chociaż w jednym wyścigu.
Pod koniec imprezy do wspólnej zabawy włączyły się 2 jachty, które zaciekawione tym, że coś się dzieje podpłynęły i spontanicznie wystartowały w ostatnich wyścigach.
Wyścig V decydujący miał swoją dramaturgię. Załogi Misji i Ognistego Podmuchu wróciły do swoich podstawowych składów. Po zaciekłej walce, w której nie brakowało wzajemnych ostrzeń, wywożeń, były karne obroty i jachty zmieniające się na prowadzeniu… W końcowej fazie wyścigu Ognisty Podmuch wykorzystał korzystny … podmuch wiatru (w końcu Podmuch z podmuchem może się dogadać !) i ostatecznie jako pierwszy osiągnął metę. Były puchary i medale dla obu zwycięskich załóg. Był również szampan dla każdej załogi, również dla obu gościnnych jachtów, które znienacka włączyły się do rywalizacji jako druga grupa.



W tym wypadku wynik sportowy nie był najważniejszy. Entuzjazm uczestników i kibiców, świetna atmosfera na wodzie i na pomoście (mimo chłodu i czasem padającego deszczu ) pokazały, że nie brakuje wśród nas prawdziwych pasjonatów. Była fajna zabawa i będą wspomnienia.



Poza tym była to swoista promocja żeglarstwa. Fragmenty wypowiedzi uczestników na tle żeglujących w nietypowej scenerii jachtów można było już wieczorem zobaczyć w Telewizyjnym Kurierze Mazowieckim.
 Myslę Bracia, że Warszawskim Śródlądowym Regatowcom należy się gromka
 OOOOOORRRRRZZZZZZZAAAAAA!!!!!!! Andrzej #86

Autorem zdjęć jest Jacek Kotkiewicz

wtorek, 18 października 2011

Drodzy Kapitanowie, Drodzy Bracia.

„Żelazną Zasadą” Gdańskiej Mesy Kaprów Polskich jest uprawianie morza tak długo,
jak długo starczy nam sił.
Nie jest to tak proste i to z wielu przyczyn, o których nie pora tu mówić.
W naszej Mesie priorytet żeglugi nad kuflem piwa jest dominujący.
Stąd, zdając relację na tym dostojnym forum, powiemy gdzie nas w tym roku nosiło:

ANDRZEJ DRAPELLA #89, sztorman mesy


Rejs na „Darze Młodzieży” z Gdyni do Turku w czasie od 22-29/08/2011
Celem mojego udziału w tym rejsie było zobaczenie co się na tym naszym flagowym żaglowcu dzieje.
Jak przebiega szkolenie, jak jest utrzymany statek, jaka panuje tam atmosfera, jaki jest stosunek kadry do załogi szkolnej, oraz jakie są możliwości naszej współpracy.
Komendantem statku jest kpt.ż.w. Artur Król (40). Kompetentny, sumienny i sprawny dowódca. Doskonały żeglarz¸
czujny nawigator dobrze manewrujący tym dużym statkiem. Statek jest doskonale utrzymany, załoga zdyscyplinowana, dobrze prezentująca się tak na statku jak i w czasie wyjścia na ląd. Zaokrętowałem w tym samym dniu co II rocznik WN Akademii Morskiej z Gdyni, który na morze wychodził po raz pierwszy. Pilnie obserwowałem przebieg szkolenia.


Było bardzo intensywne, gdyż już za dni kilka mieli stanowić regatową załogę, która zmierzyć się miała z „odwiecznym” rywalem – rosyjskim „MIREM”. Stawka tym razem była bardzo wysoka, gdyż o głośnej rywalizacji tych statków był realizowany film redaktora Bohdana Sienkiewicza, a na pokładzie obu żaglowców znajdowały się ekipy filmowe.
W Turku, porcie startu do „The Culture Regatta 2011” - „DAR MŁODZIEŻY” prezentował się najlepiej ze wszystkich żaglowców.


Sympatycznym akcentem była wizyta z okazji 40-tych urodzin komendanta, wszystkich kapitanów polskich jachtów co brały udział w tych regatach. Przybył też Viktor Antonow, dowódca rosyjskiego „MIRA”. Moim zdaniem, Viktor jest jednym z najlepszych kapitanów dużych żaglowców na świecie. Weteran dziesiątków regat i zdobywca największych trofeów. Jest powszechnie lubiany i ceniony. Miło, że stosunki pomiędzy kapitanami rywalizujących statków są tak serdeczne. W niedzielę 28/08 wszystkie żaglowce wyszły w paradzie ze szkerów na otwarte morze. Nazajutrz, już bez udziału publiczności o 11:00 odbył się start regat z metą w Gdyni.
„DAR MŁODZIEŻY” wystartował świetnie z dużym wyprzedzeniem do „MIRA”, a na mecie zameldował się jako pierwsza jednostka bezapelacyjnie wygrywając regaty. W imieniu Kaprów Polskich przesłałem dowódcy i załodze statku gratulacje i nasze wyrazy radości. Trzeba podkreślić że żegluga była w dużej mierze na wiatr i wymagała od załóg dobrej żeglarskiej roboty. „MIR” – zajął drugie, również znakomite miejsce, - ale to nie było to co ZWYCIESTWO! Cel mojego krótkiego rejsu został spełniony.
Możemy liczyć na owocną i przyjemną współpracę z dowództwem „DARU MŁODZIEŻY”.

--------------------------------

Rejs na „FRYDERYKU CHOPINIE” z Turku do Gdyni – 29/08 – 04/09/2011
Na pokładzie tego żaglowca znalazłem się na zaproszenie nowego armatora pana Piotra Kulczyckiego. Kupił on żaglowiec,
który miał trudną przeszłość, a świetnie scharakteryzował to Janusz Zbierajewski:

„ Pierwszy armator - miał pomysł, ale nie miał pieniędzy
Drugi armator - miał pieniadze, ale nie miał pomysłu
Trzeci amator- nie miał ani pomysłu, ani pieniędzy
Czwarty armator - ma pomysł i pieniądze "


I teraz trzeba z tym statkiem coś sensownego zrobić. Pan Kulczycki zaproponował mi wspólny krótki rejs z Turku do Gdyni, aby na miejscu omówić nowe formy działalności. Dla niego było to ważne, gdyż jak dotąd nie miał okazji przyjrzeć się swojemu nabytkowi i na jego pokładzie żeglować. Stawiłem się na burcie Fryderyka Chopina w Turku, jednak do spotkania z armatorem nie doszło, gdyż w tym czasie przebywał w USA i nie zdążył przybyć. Statek prezentuje się nieźle. Prowadził go kapitan Tomasz Ostrowski, który spędził na nim lata i zna go doskonale. Wziął udział w „Culture Regatta 2011” z Turku do Gdyni i zajął III-cie, doskonałe miejsce. Więcej w tych warunkach pogodowych nie dało się zrobić. Na silnych wiatrach „duży może więcej”. Oficerowie wykazali duże zaangażowanie a załoga szkolna nie szczędziła sił.


Aktualnie statek płynie na Karaiby ze „Szkołą pod Żaglami” pod dowództwem Krzysztofa Baranowskiego, a na Wyspach Kanaryjskich przejmie dowództwo Ziemowit Barański. Jest to najlepsza wiadomość dla tego statku. Całej gamy zalet Ziemka nie będę wymieniał, bo może to być potraktowane jako lobbing.
Potem rejsy z nurkami po Karaibach i…. zobaczymy co dalej.


----------------------------------


Trzecią moją podróżą tego roku był udział w dwutygodniowym szkoleniowym rejsie dla oficerów na „POGORII” prowadzonym przez Andrzeja Ziajkę na trasie: Gdynia – Ronne – Kanał Kiloński – Helgoland – Cherbourg w czasie od 07-18 września 2011.
Był to już czwarty rejs szkoleniowy prowadzony przez Andrzeja na tym statku ze wsparciem STAP-u. Załogę stanowili ci, którzy niebawem wejdą już jako oficerowie na nasze żaglowce. Celem takiego rejsu jest poznanie pracy na rejowcu, zasad manewrowania, prowadzenie wacht morskich, oraz praktyka nawigacyjna na wodach pływowych. Czas został pożytecznie zagospodarowany w 100%, a pogoda jakby dopasowana do programu szkolenia.


Wiatry początkowo łaskawe pozwalały na bezpieczną pracę na rejach, by potem już, na Morzu Północnym, pokazać swą moc przy 10 stopniach Beaufordta. Andrzej zwerbował świetnych wykładowców: kapitana Adama Kantorysińskiego (astronawigacja, meteorologia, prawo drogi), sędziego Michała Meissnera (Izby Morskie, procedura przed Izbami Morskimi, wypadki jachtów), a i sam doskonale prowadził zajęcia praktyczne. Budująca była atmosfera wśród kursantów. Zawsze 100% obecność na wszystkich zajęciach i żywe zainteresowanie tematem. Andrzejowi złożyłem gratulacje za doskonałą robotę!


----------------------------------

W dniu 5.03 2011 w Centralnym Muzeum Morskim odbyła się uroczystość rozdania tegorocznej Międzynarodowej Nagrody „CONRADA”. Międzynarodowa Nagroda "Conrady” - Indywidualności Morskie jest prestiżową nagrodą przyznawaną obok Rejsów Roku, Żeglarza Roku i Nagród "Żagli” im. Leonida Teligi. Jej organizatorami są Bałtyckie Bractwo Żeglarzy, Fundacja Morza "Zejman”, Centralne Muzeum Morskie, Pomorski OZŻ, PZŻ, Bractwo Wybrzeża, i Mesa Gdańska Kaprów Polskich. Jurorami zostają laureaci tej nagrody sprzed lat. Tegoroczne nagrody za osiągnięcia żeglarskie odebrało pięciu żeglarzy z Polski, USA i Wielkiej Brytanii. Przypadły one Maciejowi Dowhylukowi (Polska), laureatowi POZŻ, Malcolmowi Hill (Wielka Brytania); Henrykowi Jaskule (Polska), Januszowi Kędzierskiemu (USA) i Patrickowi Lee (USA). Kolejne dwie nagrody otrzymali Bohdan Sienkiewicz (kategoria kultura morska) i Roman Woźniak (kategoria gospodarka morska). Ładnie znaleźli się Bracia Brytyjscy, którzy na tą wspaniałą uroczystość przybyli w 12 osobowym składzie dając asystę swojemu laureatowi Malcolmowi Hill. W tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć w pełni laudację jaką na Jego cześć wygłosił Roger Hutchings ( # 1) Bractwo Wybrzeża W.B., Mesa Solent.


„Malcolm jest żeglarzem, który kocha morze a morskie wyzwania stanowią jego rację życia. Żeglarstwa nauczył się mając lat dwadzieścia kilka. Po ukończeniu studiów inżynierskich, zaokrętował na 54 stopowy kecz żeglujący po Morzu Śródziemnym. Odtąd żeglarstwo stało się pasją jego życia. Szybko zdobył kapitańskie szlify i wkrótce nabył swój pierwszy jacht „Silvana"–39 stopowy Atlantic Clipper. Zawsze był żeglarzem nieustraszonym i nadal bardzo często żegluje samotnie. Nie boi się morza, ale zawsze wyważa radość przygody z podejmowanym ryzykiem. Gdy został członkiem Międzynarodowego Bractwa Wybrzeża, ludzi kochających morze, dało mu to szansę spotkania z nimi na całym świecie. Nawiązał przyjaźnie z Braćmi we Francji, Włoszech, Stanach Zjednoczonych, Chile i Urugwaju.
W 1991 roku kupił podupadłą marinę „Langstone Marina” w pobliżu Potsmouth. Skutecznie obronił ją przed zakusami deweloperów, którzy planowali w tym miejscu budowę domów. Zmienił jej nazwę na „SouthseaMarina”. Armatorzy, którzy trzymają w niej swoje jachty, czują się tu komfortowo, podobnie żeglarze przybywający z dalekich stron. „Southsea Marina” szybko zyskała reputację przyjaznej, kompetentnej i niedrogiej. Tu również cumuje jego ulubiony, 54 stopowy kecz „Swan Dancer”. Malcolm organizował tu szereg akcji charytatywnych, których celem było zebranie funduszy na żeglowanie niepełnosprawnych, aby mogli zaznać radości pod żaglami, poznać wartość pracy zespołowej i rodzących się przyjaźni.
W 1998 roku Malcolm zostaje wybrany Narodowym Kapitanem Wielkiej Brytanii. Organizuje w Portmouths ogromne tygodniowe Zafarrancho dla kilkuset Braci z całego świata, zakończone wielkim sukcesem.
W czasie, gdy Malcolm realizuje swoje najbardziej ambitne cele, nagle zostaje przewieziony do szpitala. Przez kilka miesięcy balansuje na krawędzi życia i śmierci. Na szczęśie wygrywa najtrudniejszą swą walkę - walkę z rakiem.
Od dawna Malcolm nosił się z zamiarem samotnej żeglugi przez Atlantyk, ale ciężka choroba zmieniła perspektywę spojrzenia na życie i już nie samotnie, ale z 3-osobową załogą i 15 letnią córką decyduje się na wymarzony rejs przez wielką wodę. „Swan Dancer” w 2004 roku płynie z Gran Canaria do St. Lucia na Karaibach. Trasę pokonuje w 18 dni-jest styczeń 2004 roku. Potem płyną na Antiqę, tam dokonują drobnych napraw i biorą udział w regatach Antiqua Race Week. W Konkursie Elegancji jego jacht zajmuje 3-cie miejsce. Po pełnym wrażeń postoju na Provinciales i Great Inagua, żegluje na Bahama, gdzie miejscowi Bracia mieli swoje święto-oczywiście dołączył do biesiadników. Z Bahama płynie do Nowego Jorku, tam spotyka się z Braćmi na Zafarrancho, razem z Braćmi z Texasu, Florydy i Virginii. Z Nowego Jorku idzie do Norfolk, gdzie chce uczestniczyć w Chesapeake Bay Schooner Race. Jankesi jednak nie wyrażają zgody na jego start, gdyż „Swan Dancer” jest keczem. W następnym odcinku tego rejsu „Swan Dancer” płynie na Florydę i Keys gdzie Malcolm spotyka się z Braćmi Złotego Wybrzeża.
Każdy z odcinków żeglugi piętrzył wyzwania, ale Malcolm sprostał wszystkim. Był cyklon, w którym się znalazł, stracił ster, był krańcowo wycieńczony, stracił śrubę i miał awarie silnika. Najważniejszy sukces odniósł jednak nad sobą samym. Pokonał skutki straszliwej choroby. Już w domu, Malcolm był zawsze chętny dzielenia się pokładem „Tańczącego Łabędzia” ze swymi przyjaciółmi. Raz nawet, zabrał na swój jacht grupę entuzjastów łodzi motorowych, niestety bez widocznych sukcesów na zmianę ich gustów. Goście z zagranicy, a szczególnie Bracia Wybrzeża zawsze byli mile widziani na pokładzie „Swan Dancera”, a gościnność Malcolma obrosła w legendę.
Sens życia przedstawił Malcolm w mailu przesłanym w 2005 roku pt. „Opowieści Wędrowców – część 3” –
„Nie tak dawno temu, Boże Narodzenie stało się dla mnie szczególnie ważnym okresem, bowiem 3 lata wcześniej moje życie wisiało na włosku. Wydawało się że moje wyśnione przygody skończyły się zanim się zaczęły. W tym jednak roku Bóg dał mi największy z wyobrażalnych prezentów. Na przekór wszystkiemu wyszedłem ze szpitala aby spędzić Święta z rodziną, mając nadzieję na wyzdrowienie. Nie ma dnia abym nie pamiętał, jak jestem szczęśliwy, - że jestem! Mam takie poczucie zobowiązania, abym nie stracił już ani chwili. Dlatego teraz robię to wszystko co kiedyś było tylko snem.”
Malcolm Hill jest nie tylko przykładem dla nas wszystkich, którzy żeglują, on reprezentuje ten rodzaj odwagi i zdecydowania, który zwycięża wszelkie przeszkody i jest natchnieniem dla nas wszystkich. Jestem dumny że mogę zarekomendować Malcolma Hilla do prestiżowej nagrody Conrada”.
Podpisał:
Roger Hutchings ( # 1) Bractwo Wybrzeża W.B., Mesa Solent
Wizyta Brytyjskich Braci w Gdańsku bardzo podniosła prestiż Polskiego Bractwa Wybrzeża. Nie spodziewali się tego, co zobaczyli i co przeżyli. Chłodnym na ogół Brytyjczykom puściła tama. Na wieczornym spotkaniu w „ZEJMANIE” komplementom nie było końca.

--------------------------------
Z innych ciekawszych wydarzeń sezonu to wizyta w Gdyni w dniach 22-26 kwietnia norweskiego statku szkolnego „SÓRLANDET” z kanadyjską „Szkołą pod Żaglami”, wśród których było 14 członków uratowanych z „CONCORDII”. Statek przestał w Gdyni przez świeta wielkanocne, a załoga miała ciekawie zagospodarowany czas.
Prezydentowi Miasta, panu Wojciechowi Szczurkowi złożyłem w naszym imieniu podziękowanie za serdeczność Gdyni wobec młodzieżowych załóg.

----------------------------------

Wyjście z Sopotu w dniu 14-go maja – kapitana Tomasza Cichockiego w samotny okołoziemski rejs bez zawijania do portów na jachcie „POLSKA MIEDŹ”.
Impreza ta była zorganizowana na molo w Sopocie z dużym medialnym rozmachem, udziałem prezydenta miasta Olsztyna i orkiestrą górniczą kopalni w Lubinie. Na Oceanie Indyjskim „Polska Miedź” doznała awarii steru i Tomek Cichocki zmuszony jest do zmiany trasy i zajścia do Port Elisabeth (RPA) celem dokonania naprawy.
Mamy nadzieję, że wkrótce kontynuować będzie swój bardzo ambitny rejs.

---------------------------------

Świetnie wypadły uroczystości z okazji 50-cio lecia harcerskiego jachtu „ZAWISZY CZARNEGO”.
Uroczysta kolacja dla wszytkich byłych kapitanów Zawiszy, dekoracja wyróżniających się kapitanbów krzyżami zasługi dla ZHP, rejs na miejsce spoczynku pierwszego „Zawiszy Czarnego” z udziałem władz ZHP, PZŻ, MW i Włodarzy miasta Gdyni.


Nowe kierownictwo Centrum Wychowania Morskiego ZHP pod wodzą druha hm Tomasza Maracewicza wprowadziło Wielkie Zmiany w wizerunku i eksploatacji tego zasłużonego dla polskiego żeglarstwa statku. Tak trzymać !

--------------------------------

Pierwszego października odbyły się tradycyjne Regaty o Błękitną Wstęgę Bałtyku organizowane po raz 60 przez YK STAL.
Miały doskonałą oprawę, świetną atmosferę i znakomitą pogodę. Startowali wszyscy co mieli jakiekolwiek pływadło. Po raz pierwszy w regatach wzięli udział widsurfigowcy. Działo się działo. Widowisko było znakomite. Kiedyś, aby wygrać wstęgę wystaczyło pokonać Zygę Perlickiego. Udało mi się to 55 lat temu.


Dzisiaj trzeba wygrać nie tylko z wiatrem, ale też z niebywałą techniką .Pierwszy na mecie zameldował się Jacek Noetzel, a jako drugi wpadł na metę kitesurfingowiec Tomek Janiak, a na wietrznej trasie wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie.

-----------------------------------

W dniu 8-go pażdziernika 2011 przynabrzeżu na Motławie w Gdańsku odbyło się uroczyste podniesienie polskiej bandery na pięknym szkunerze „KAPITAN BORCHARDT”. Imię nadała statkowi podsekretarz stanu w Ministerstwie Infrstruktury – kpt.ż.w. pani Anna Wypych-Namiotko. Butelka szampana strzeliła w pierwszym podejściu.
W uroczystośći im.innymi udział wzięli – Prezydent Miasta Gdańska – Paweł Adamowicz, Prezes PZŻ – Janusz Kaczmarek, Dyrektor U.M. w Gdyni – dr kpt.ż.w. Andrzej Królikowski. Grała orkiestra Straży Granicznej, a żeglarzy przybyło bez liku. Po latach stagnacji wszedł do eksploatacji pod polską banderą jeden z najpiękniejszych szkunerów na Bałtyku.


Ciekawie i ambitnie zapowiada się jego eksploatacja tego statku. Kapitanom i Załogom życzymy wielu wspaniałych rejsów, a Armatorowi pełnej satysfakcji z posiadamia tego wspaniałego statku.


POMYŚLNYCH WIATRÓW !!! :-)))

Moim zdaniem, obecny rok 2011 jest rokiem szczególnym dla polskiego żeglarstwa i jest z czego się cieszyć !

Andrzej Drapella

poniedziałek, 17 października 2011

Dla Czcigodney Mesy Kaprów Gdańskich brata Andrzeja #86 raport roczny

Zaczęło się jak zwykle w Gdańsku. Pod koniec ubiegłych wakacji W Zejmanie dopadł mnie telefon… Miła pani poinformowała mnie ze ona co prawda, z przyczyn natalnych, nie pamięta tamtej premiery ale „ …Organizatorzy Krakowskiego Międzynarodowego festiwalu Shanties postanowili uczcić jubileusz 30-lecia w sposób niezwykły, wskrzeszając wydarzenie sprzed 24 lat, w sposób równie spektakularny jak wówczas...” i dalej że, „…Opera Żeglarska "Shenandoah" z 1987 r. była wydarzeniem na skalę światową - przygotowana spontanicznie ale z wielkim zaangażowaniem twórców stała się przedstawieniem, które objechało najpierw całą Polskę, a następnie pół Europy i to tej za "żelazną kurtyną"….”

Drodzy Bracia wiecie dobrze, jak ciężko jest w naszych latach odmówić młodym aksamitnym głosom…
Obiecałem.
I choć nie tylko ja sam, ale jak na swej stronie napisali organizatorzy:…nikt początkowo nie chciał uwierzyć, że uda się zrealizować pomysł remake'u Opery Żeglarskiej "Shenandoah 2011"….
Zwołałem starych przyjaciół, Cztery Refy, Kowala, Gooru, Ryczące Dwudziestki, Andrzeja Koryckiego, dobraliśmy silną reprezentację następnych pokoleń… - zacięliśmy konie, och sorry, zacisnęliśmy zęby! …I pojechało…
Późną nocą, w mroźnym, lutowym Krakowie, po ostatnich akordach finałowego chóru ubita w Rotundzie jak sardynki publika nagrodziła nas dłuuugą „standing ovation”!
Można więc powiedzieć że rok zaczął mi się może nie pływająco, ale na pewno śpiewająco…
Zresztą niech mówią media….
„..Nie potrafię w skrócie opowiedzieć jakie to było wydarzenie, nie da się wyrazić słowami niepowtarzalnej atmosfery jaka towarzyszyła przedstawieniu, nie sposób opisać wrażeń jakich dostarczyli nam wykonawcy, autorzy i współtwórcy opery, ale niech namiastkę tych wrażeń pokażą zdjęcia, a samej operze poświęcę osobny artykuł…



---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po ciężkiej, acz jakże upojnej pracy z MŁODZIEŻĄ (!) odmłodniałem o jakieś ćwierć wieku i postanowiłem przejść na emeryturę!
Większość z Was Bracia wie jak pasjonujące to działanie…
Chcąc więc mieć więcej czasu na żeglowanie, nie mogłem pływać, bom latał gromadząc papierki…
W końcu w maju, stałem się WOLNYM CZŁOWIEKIEM!
I zaraz na początku lipca z „biletem seniora” w garści udałem się do Szczecina na „Zawiszę”!
Nie, nie, nie po to by wypłynąć, ale poprowadzić…
By Wraz z Kapitułą Chwały Mórz i Mesą Szczecińską przygotować i poprowadzić ceremonię wręczenia Wielkiego Topora Kaperskiego kpt. Tadeuszowi Siwcowi.

Gdzie niechwalęcy się dzięki Bogu i Kapitule i mnie też się cos dostalo;

W lipcu wraz z Bratem jerzym Kochankiem podejmowaliśmy włoskiego Brata Piero Pellegrini z Mesy Marsala na zachodnich wybrzeżach Sycylii. Brat Pellegrini wraz z rodziną odbywał tym razem szosową pellegrynację ku portom Północy Rygi i Talina. Chcąc tedy sprawdzić jego możliwości (w związku z zaplanowaną trasą do Ry – a tam, napiszę stolicy Łotwy) wytoczyliśmy we włościach moich nie jedną zacną beczułkę …I mogę Wam bracia głową (nieco obolałą wskutek badań) zaręczyć iż Brat Piero do Rygi jeździć może spokojnie!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sierpień to święty czas wakacji z Synem. Planowałem rejs na Alandy. Chciałem Młodemu pokazać Marienhaminę, muzeum i jak to się kiedyś młodzież chowało…
Niestety. Cały środkowy tydzień sierpnia na Helu odbywała się Inwazja w Normandii.
Ponieważ Młody od sześciu już lat buduje makietę D-Day ( ale nie z US-land-leasu, tylko psiakrew, z mojego konta) nie miałem żadnych argumentów przeciw stwierdzeniu, że jak nie zrobimy dokumentacji fotograficznej to koszta naszej makiety wzrosną itd., a po za tym tam też są elementy żeglugi, tyle że trochę pancernej…
So we took the Road to HEL!
Przy starcie z Zejmana zajęło nam to (już po weekendzie) nieco ponad pięć godzin! Przez taki czas, nawet na Omaha Beach Amerykanie byli już dobrze osadzeni i przebili się z plaży na skarpę, Point du Hoc dawno zdobyty przez Rangersów i nawet te cholerne wielkie działa tuż przed ostatnim nalotem przebazowane przez Niemców z bunkrów do oddalonego od wybrzeża sadu zostały już wysadzone…
Ale warto było - myślę i o Aliantach, i o nas na Helu! Zresztą popatrzcie sami:









--------------------------------------------------------------------------------------------------------
A po tem to już z górki, koniec wakacji i do roboty.
Zbliża się krajowe Zafarrancho . Będzie sprawozdawczo wyborcze. Dzięki Mesie Lubelskiej odbędziemy je w Wilkasach na Niegocinem… Może się trafi na wodzie jakaś zapomniana Omega…